sobota, 18 lutego 2017

Egipt (مصر) - Potęga Południa, styczeń 2017

Niewątpliwie Egipt był od dawna na liście miejsc, w które chciałam pojechać. Myślę, że każdy, kto zaczytywał się w przygodach Stasia i Nel, albo przeżywał losy fikcyjnego faraona Ramzesa XIII, musiał marzyć, aby znaleźć się w tej scenerii. Dość szybko w naszym, Polaków zasięgu, pojawiły się możliwości wyjazdów do Egiptu. Najpierw głównie po słońce, potem już bardziej poznawczo. W ostatnich latach różnie bywa z poczuciem bezpieczeństwa w tym rejonie świata, dlatego trochę to trwało, aż nasza wyprawa doszła do skutku. Już 2,5 roku temu wybraliśmy w biurze Rainbowa wycieczkę „Nil i Piramidy”, która naszym zdaniem w pełni mogła zapewnić zobaczenie tego, co po starożytnym Egipcie pozostało. Niestety krótko przed wyjazdem ze względów bezpieczeństwa wycieczkę odwołano. Pojechaliśmy wtedy raz jeszcze do Maroka.

Rok później to samo: „Nil i Piramidy” odwołane, tym razem z uwagi na małe zainteresowanie. Może rzeczywiście trasa jest męcząca, bo zakłada zwiedzenie zarówno południa kraju, jak i przejazd pociągiem do Kairu, skąd wieczorem trzeba autokarem wracać do Hurghady i nazajutrz lecieć do Polski.
Wybraliśmy więc wariant „Potęga Południa” z Luksorem, rejsem po Nilu i wycieczką fakultatywną do Abu Simbel, świątyni zbudowanej daleko na południu przez Ramzesa II.


Pierwszy etap podróży to 4,5 godziny lotu do egipskiego kurortu Hurghada położonego nad Morzem Czerwonym.  Z Katowic lata się czeskimi liniami Travel Service. Mam już trochę doświadczenia w lataniu samolotami i muszę stwierdzić, że to najsłabsze linie, jakimi przyszło mi podróżować. Warunki  techniczne porównywalne z takimi jak Enter czy Wizzair, ale mają fatalną ofertę kulinarną przede wszystkim. Na szczęście przewidziałam to i zabrałam z domu kanapki i owoce. Kupiliśmy tylko kawę, która była bardzo pośledniego gatunku, rozpuszczalna oczywiście. W drodze powrotnej nie było nawet możliwości zakupu żadnych kosmetyków czy drobiazgów na prezenty, a czasem z tego korzystam. Za to można było kupić specjalne słuchawki, aby w komforcie oglądać zaproponowane przez załogę filmy. Skorzystałam więc, lecz na zbyt wiele się to nie zdało, gdyż wyświetlono dwa filmy zupełnie mi w tej sytuacji nie odpowiadające: Pograbek i Historia kina w Popielawach, oba Jana Jakuba Kolskiego. Wybór dla mnie kompletnie niezrozumiały, gdy samolotem leciało sporo dzieci wracających z ferii. Już Shrek byłby lepszy…

No ale wracam do istoty podróży. Miejsce miałam przy oknie i jak zwykle zachwycały mnie widoki za nim, a właściwie pod nim: górzysty Półwysep Bałkański, wybrzeże Afryki, Synaj i podchodzenie do lądowania w Hurghadzie. Przepięknie!











Po odprawie wizowej, kilku kontrolach i odebraniu bagaży, przedstawiciele biura w Egipcie zawieźli nas do hotelu Grand Seas Hostmark Resort. Tutaj mieliśmy spędzić jeden dzień na wypoczynku po podróży i w sobotę rozpocząć właściwy plan wycieczki. W dniu przyjazdu pogoda była pochmurna, stąd obawy, co będziemy robić następnego dnia. Na szczęście od rana świeciło słońce, które nie opuściło nas do końca pobytu. Oczywiście wieczory po zachodzie słońca, noce i poranki były bardzo chłodne. W końcu to dopiero styczeń. Często także wiał wiatr, co dla tej pory roku również jest typowe. 

























Jednak wylegiwanie się na hotelowej plaży było bardzo sympatyczne, ale nie więcej niż jeden dzień! Nie wyobrażam sobie przyjazdu w takie miejsce na tydzień czy dwa, nawet w wersji all inclusive. W Hurghadzie kilometrami ciągną się podobne do naszego obiekty, a wciąż nowe hotele są budowane. Można taksówką pojechać do centrum (jeżeli uda nam się dogadać z taksówkarzem co do ceny oczywiście), ale tam najwyżej więcej sklepów będzie i tyle. Taki wypoczynek to w każdym razie nie nasza „bajka”.








Meczet musi być, sklep spożywczy niekoniecznie...









W sobotę musieliśmy wstać już około czwartej rano, aby jak najszybciej wyjechać w kierunku Luksoru, gdzie czekał na nas statek rzeczny. Egipski autokar nie należał do najwygodniejszych, ale jakoś dało się wytrzymać. Nasz przewodnik Ahmed, Egipcjanin, od razu zaczął przekazywać nam wszelkie informacje o swoim kraju, jego historii, zwyczajach mieszkańców, a nawet o polityce. Okazuje się, że w Egipcie Polacy mają bardzo niewielkie szanse, aby zdobyć licencję na prowadzenie wycieczek, dlatego Rainbow zatrudnia pilotów miejscowych. Wymagania są bardzo wysokie: studia kierunkowe, co kilka lat odnawiane w formie podyplomowych, egzaminy, opłaty, itd.   Ahmed miał naprawdę szeroką wiedzę w dziedzinie historii Egiptu, językiem polskim władał w sposób komunikatywny, choć z gramatyką czy składnią bywał „na bakier”. Ale to tylko pozazdrościć takiego podejścia do posługiwania się językiem obcym, zupełnie bez kompleksów. Ahmed sprostował wiele błędnych opinii dotyczących historii faraonów, które wciąż znajdujemy nawet w podręcznikach szkolnych. Wskazywał na przekłamania i uproszczenia w wielu książkach czy filmach zwłaszcza. Na szczęście w naszej grupie nikt nie oczekiwał od niego, że zaprowadzi nas do grobowca Ramzesa XIII, który był przecież wytworem wyobraźni naszego Bolesława Prusa.

Początkowo droga do Luksoru wiodła przez pustynię. Jechaliśmy dość szybko i na szczęście już nie w konwoju, jak to jeszcze do niedawna bywało na tych trasach. Gdy znaleźliśmy się w pobliżu Nilu, drugiej co do długości rzeki świata, musieliśmy podróżować przez teren egipskich wiosek. Na początku i końcu każdej miejscowości zamontowane są podwójne spowalniacze, które bardzo utrudniają jazdę. Sporo na tych trasach spotyka się posterunków policyjnych. No cóż, lepiej wolniej, ale bezpieczniej…





Za to można było spokojnie fotografować i filmować prawdziwy Egipt.




























Tuż przed Luksorem zatrzymaliśmy się na kawę 



oraz w manufakturze przetwórstwa alabastru,  















a potem już pierwszy tego dnia punkt zwiedzania, czyli Dolina Królów.

Przygotowując nas do zwiedzania tego bardzo ważnego w Egipcie wykopaliska Ahmed wszechstronnie objaśnił to, co tam mieliśmy zastać. Przede wszystkim przypomniał historię starożytnego Państwa Egipskiego, w którym panowanie faraonów zapoczątkowane zostało nieco ponad 3000 lat p.n.e. przez Narmera, uważanego za twórcę i założyciela państwa obydwu krajów czyli Górnego i Dolnego Egiptu oraz I dynastii. Nierozerwalna z tą państwowością była religia, ale o niej może wspomnę przy zwiedzaniu świątyń. Natomiast religia z kolei kreowała podejście do problemu życia i śmierci.

Dla starożytnych Egipcjan wieczne życie polegało na odbywaniu podróży wraz ze słońcem w ciągu dnia oraz wieczornego powrotu do dobrze zaopatrzonego grobowca. Aby to realizować, ważne było właściwe przygotowanie ciała i wypełnianie odpowiednich rytuałów. Balsamowanie, mumifikacja, budowanie grobowców to tylko niektóre czynności, które musiały zostać spełnione, żeby dusza zmarłego mogła zaznać wiecznego spokoju.

Przygotowania do życia po śmierci Egipcjanie zaczynali od swoich grobów. Te tak zwane „domy wieczności” często wykonywano z kamienia czyli materiału bardziej solidnego niż cegły mułowe na ściany domów, które zamieszkiwali podczas stosunkowo krótkiego pobytu na ziemi.
Na przestrzeni tysiącleci sposób budowania grobowców, zwłaszcza tych królewskich, ulegał stopniowym przemianom. W okresie wczesnodynastycznym budowano mastaby mające przekrój trapezu. Używano do budowy wysuszonej cegły. Ukośny kształt mastab tłumaczy się naśladownictwem ścian domów budowanych z mułu, który miał tendencje do osuwania się i tworzenia w ten sposób lekko skośnych powierzchni. 


W czasach tzw. Starego Państwa (od ok. 2700 p.n.e.) pojawiła się forma piramid, najpierw schodkowych, potem już regularnych. Do najwspanialszych przykładów takich budowli należą piramidy: Cheopsa, Chefrena czy Mykerinosa (w okolicy starożytnej stolicy Memfis). W pobliżu znajduje się też  inny wspaniały zabytek tego okresu Wielki Sfinks, będący pierwszą monumentalną rzeźbą Egiptu. 


Te dwa powyższe zabytki zlokalizowane są na północy dzisiejszego Egiptu i niestety w naszym wariancie podróży nie mogliśmy ich zobaczyć.

W okresie Państwa Średniego (ok. 2000 lat p.n.e.), a także Państwa Nowego (XVI do XI w. p.n.e.)  politycznym i kulturalnym centrum Egiptu stały się Teby (okolice dzisiejszego Luksoru). Zaniechano wtedy zupełnie budowy mastab, kontynuowano wznoszenie piramid z cegły i kamienia oraz rozwinięto budowę grobowców kutych w skale. I te właśnie miejsca wiecznego spoczynku dane nam było zobaczyć w Dolinie Królów. Nie mam własnych zdjęć z tego miejsca, gdyż obowiązuje tam kategoryczny zakaz ich robienia. Chyba, że za „drobną opłatą”…

W tamtych też czasach, około 1650–1540 p.n.e.  północna część starożytnego Egiptu została podbita przez Hyksosów, etnicznie grupę ludów zachodnioazjatyckich. Ahmed właśnie w tym miejscu swojego wprowadzenia zwrócił nam uwagę na zdarzające się czasem niezgodne z historią przedstawianie starożytnego Egiptu w filmach czy książkach. Otóż Egipcjanie przed najazdem Hyksosów nie znali koni. Tak więc niemożliwe jest, aby faraon mógł przykładowo  nadzorować budowę piramidy w okolicy Memfis objeżdżając ją rydwanem zaprzężonym w konie. Wielka niezgodność faktów w czasie!

Wróćmy jednak do Doliny Królów czyli Biban al-Muluk. Jest to część nekropolii tebańskiej, dolina położona na terenie Teb Zachodnich.  Pierwszym faraonem, który nakazał tutaj budowę swojego grobowca, z dala od znanych nekropolii był Totmes I (1500 lat p.n.e.), zaś ostatnim Ramzes XI (XI w p.n.e.). Co do Ramzesa to nie wiadomo, czy faktycznie spoczął w wybudowanym dla siebie grobowcu, gdyż nie odnaleziono tam jego sarkofagu.

W Dolinie Królów odkryto 64 grobowce. Nie wszystkie można zwiedzać, bo nawet się do tego nie nadają. Zwyczajowo w ramach biletu wybiera się dowolnie do obejrzenia trzy grobowce. Myślę, że najbardziej imponujący był ten wzniesiony dla Merenptaha, syna Ramzesa II za czasów którego najbardziej prawdopodobnie nastąpił exodus Izraelitów z Egiptu.

Trochę "pożyczonych" zdjęć, aby zorientować się, jak to wszystko wygląda:



 Grobowiec Ramzesa VI






 Grobowiec Totmesa III



Grobowiec Merenptaha







 Złota maska Tutenchamona




Badania wykazują, że w Dolinie Królów złożona została mumia bardzo ciekawej postaci faraona – kobiety imieniem Hatszepsut.   





Jej ojciec, faraon Tutmozis I i jego „wielka małżonka”, królowa Jahmes, nie mieli męskiego potomka, a jedynie córkę Hatszepsut. Drugorzędna żona Mutnofret urodziła mu potomka i on też, jako Tutmozis II, zasiadł na tronie po śmierci ojca. W żyłach następcy tronu płynęła jednak tylko połowa królewskiej krwi. Chłopiec został więc poślubiony Hatszepsut,  która jako jedyne dziecko faraona z „prawego łoża” zapewniła przyrodniemu bratu i mężowi wszelkie prawa do tronu.  Hatszepsut wkrótce urodziła Tutmozisowi II córeczkę o imieniu Neferura. Niestety Hatszepsut także nie dała mężowi syna, powiła go natomiast druga żona faraona, Izis. Gdy po krótkim panowaniu Tutmozis II zmarł, na tronie zasiadł książę z bocznej linii, syn Izis, Tutmozis III.


Aby jego prawa do tronu nie były kwestionowane, kapłani postanowili odwołać się do cudu. Podczas procesji w świątyni Amona posąg boga zatrzymał się przed chłopcem i oznajmił, że to on będzie królem Egiptu. Ponieważ jednak w chwili śmierci ojca Tutmozis III był jeszcze dzieckiem, w jego imieniu miała rządzić Hatszepsut.

Nim Tutmozis III osiągnął pełnoletność, Hatszepsut zdecydowała się nie oddawać mu tronu i w siódmym roku jego formalnego panowania ogłosiła się królem.  Mimo że rządy królowej Hatszepsut uważa się za raczej pokojowe, tak naprawdę była rewolucjonistką. Próbowała dokonać rzeczy dla starożytnych Egipcjan niemal niemożliwej. Nie tylko zasiadła na tronie faraonów, tradycyjnie zajmowanym przez mężczyzn, ale zamierzała przekazać władzę kolejnej kobiecie.

Z Doliny Królów wiedzie tajemne przejście do pobliskiej Doliny Deir el-Bahari, gdzie u stóp gigantycznej skały królowa Hatszepsut wybudowała, albo bardziej kazała wykuć dla siebie świątynię. Rekonstrukcja świątyni wykonywana jest przez polską misję archeologiczną. Prace zostały rozpoczęte w 1961 roku, w pierwszym okresie kierował nimi profesor Kazimierz Michałowski.



Budynki stacji archeologicznej
 



















W tej świątyni mogliśmy dowiedzieć się sporo na temat egipskich kartuszy. Kartusz to wydłużony owalny znak, w obrębie którego wpisywano hieroglificzne, najważniejsze imiona faraona.










Używano ich w celu identyfikacji władcy, najczęściej były odciskane w świeżej zaprawie lub wykuwane w kamieniu. Więcej kartuszy zobaczymy w świątyniach, które mamy w planie jeszcze oglądać. Obecnie zmierzamy do Karnaku.

W drodze do Karnaku zatrzymaliśmy się jeszcze na krótko przy Kolosach Memnona. Są to posągi faraona Amenhotepa III. Mają wysokość 15,60 m (z postumentem 17,90 m).  Waga każdego kolosa to około 800 ton. Postawiono je około 1370 p.n.e. Jest to jedyna zachowana część świątyni grobowej tego faraona, zniszczonej prawdopodobnie przez trzęsienie ziemi już za panowania Merenptaha. Dalsze zniszczenia poczynione były przez obfite wylewy Nilu.






Faraonowie w czasie swojego panowania stawiali sobie do wykonania bardzo często zadania  budowy świątyń.  Były to zazwyczaj najważniejsze budynki w mieście, budowane z niesamowitym pietyzmem, czasem przez kilka pokoleń. Większość świątyń egipskich posiada charakterystyczne wejścia, które budowano jako wysokie pylony tworzące wielką bramę. Z boku stawiane były posągi lub obeliski. Następnie wchodziło się na dziedziniec otoczony portykami. Przepięknie do dziś wyglądają zwieńczenia kolumn wchodzących w skład tego otoczenia. Za czasów faraonów dziedzińce były ozdobione roślinnością. Dzisiaj pozostał jedynie kamień.
Z dziedzińca przechodzi się do świątyni właściwej. Najpierw wchodzi się do sali, gdzie kapłani przygotowywali się do obrzędów religijnych, aby dokonać ich w pomieszczeniu ostatnim, stanowiącym najświętszy przybytek. W jego centralnym miejscu stał posąg bóstwa,  wraz z arką, w której kładziono posąg na noc.
Na terenie każdej świątyni znajdowała się również sadzawka służąca do rytualnych obmyć.

Już w okresie Starego Państwa utrwalił się kanon obowiązujący przez cały okres rozwoju architektury i sztuki starożytnego Egiptu. Ścisłe przestrzeganie wymogów kanonu wymusiło wysoki i wyrównany poziom artystyczny w starożytnym Egipcie. Kanon dotyczył kompozycji i sposobu przedstawienia postaci w rzeźbie, kompozycji w układach pasowych, układu świątyni służącej kultowi władcy i bogom oraz kolumn i filarów stylizowanych na kształt pni i łodyg roślin, o głowicach naśladujących formę kwiatu lotosu lub liści palmowych. Dokładnie to wszystko zobaczyliśmy w poświęconej Amonowi, Mut i Chonsu świątyni w pobliskim Karnaku.
























Pomnik wielkiego skarabeusza postawiony za czasów Amenhotepa.W starożytnym Egipcie skarabeusz był uważany za zwierzę święte. Był symbolem wędrówki słońca i odrodzenia. Wciąż noszony jest jako amulet.






A skoro byliśmy w świątyni, może parę słów o panteonie egipskich bóstw. Według mitologii heliopolitańskiej na początku była tylko zimna, ciemna i nieruchoma woda, zwana Nunu, czyli Chaos. Słońce, czyli bóg Atum stworzył sam siebie, a potem wypluwając dał początek dwóm bogom: Szu, czyli suszy i Tefnut, czyli wilgoci. Szu i Tefnut stały się następnie rodzicami  Geba, czyli ziemi i bogini Nut, czyli nieba. Szu wzniósł Nut ponad swoją głową, a jej małżonka  Geba pozostawił nadal leżącego. Później Net stała się matką Ozyrysa, Seta, Izydy i Neftydy. Tych dziewięcioro bogów stanowiło Wielką Enneadę. Określenie to stosowane jest najczęściej właśnie w mitologii egipskiej, a oznacza panteon bogów. Liczba dziewięć ma symbolizować potrojoną trójkę, co według numerologów miało magiczne znaczenie.  Świątynia w Karnaku, do której zmierzamy, poświęcona była trzem bóstwom nienależącym do tej dziewiątki. Spotkaliśmy później jeszcze więcej takich przypadków, gdyż w przestrzeni paru tysięcy lat istnienia Państwa Egipskiego wysoką rangę uzyskiwały bóstwa początkowo mające charakter lokalny, tak zależnie od potrzeb.

Nasz przewodnik Ahmed przyrównał Ozyrysa, Seta, Izydę i Neftydę do naszych biblijnych Adama i Ewy. Może nie do końca trafnie, ale łatwiej było potem tłumaczyć relacje między nimi i wynikające ostateczne konsekwencje.
Mit o śmierci i zmartwychwstaniu Ozyrysa jest jednym z bardziej znanych mitów egipskich. Ozyrys, jak wspomniałam, był najstarszym synem Geba i Nut, a także bratem Seta, Neftydy oraz Izydy. Ozyrys został z czasem władcą Egiptu, przejąwszy od swego ojca dziedzictwo. Panowanie Ozyrysa na ziemi to tzw. "złoty wiek". Ozyrys wraz z Izydą, swą małżonką wyprowadzili rdzennych Egipcjan ze stanu barbarzyństwa, król nauczył ich uprawy roli i jak czcić bogów, dostarczył niezbędnych narzędzi i ustanowił prawa. Izyda zaś dała ludziom ubrania, lekarstwa, a także ustanowiła instytucję małżeństwa. Za panowania Ozyrysa zapanował ład, więc ludzie byli wdzięczni swoim władcom i wielbili ich.

Jednak nawet tak świetny władca jak Ozyrys posiadał wrogów. Rywalem tym był młodszy brat Ozyrysa, Set, który zazdrościł swemu bratu prawie wszystkiego. Jedna z legend mówi, że Set poćwiartował ciało swego brata, po czym rozrzucił po świecie jego szczątki. Inna znów, że szczątki wrzucił do świętej rzeki. W każdym razie Izyda, zawiadomiona o śmierci męża, rozpoczęła poszukiwania ciała Ozyrysa. W końcu znalazła wszystkie części ciała swego męża, oprócz fallusa połkniętego przez rybę. Zrobiła jednak imitację z gliny zmieszanej z woskiem, po czym złożyła Ozyrysa, czyniąc w ten sposób pierwszą mumię. Ozyrys połączył się z Izydą, która przybrała postać ptaka, a efektem tego duchowego połączenia był ich syn Horus. Set, w obawie przed zemstą swego bratanka przeniósł swą nienawiść na niego. Izyda musiała uciekać ze swym synkiem w ramionach i ukrywać się w zaroślach.
Spór między stryjem a bratankiem trwał wiele lat i wcale nie był bliższy rozstrzygnięcia. Wzburzyło to Ozyrysa, który stał się panem krainy zmarłych. Zagroził, że wyśle hordy demonów na ziemię. Więc rada bogów musiała wreszcie zadecydować na korzyść Horusa. Set po latach walk sam zrzekł się tronu, a Ra jako rekompensatę dał Setowi możliwość podróżowania po niebie jego barką jako bóg burzy. Natomiast każdy faraon stawał się ziemskim wcieleniem Horusa, czyli bogiem na ziemi. Tak się to poukładało.

Te wszystkie historie znajdujemy wyrysowane na ścianach i kolumnach świątynnych. Ahmed z różnym skutkiem usiłował nauczyć nas ich odczytywania. Jako tako rozpoznajemy na obrazkach Ozyrysa, Seta, Izydę i jej siostrę Neftydę, a już na pewno Horusa i jego piękną małżonkę Hathor (najczęściej ma krowie rogi).  Każda świątynia ma swoją charakterystyczną triadę złożoną z najbardziej w niej czczonych bóstw. Tak czy inaczej, bardzo to wszystko skomplikowane!

W każdym razie ten chylący się ku zmierzchowi dzień był bardzo intensywny i z wielką ulgą zakwaterowaliśmy się na czekającym na nas statku nilowym o dumnej nazwie ” Princess Sarah II Miss World”. Dostaliśmy bardzo wygodną kajutę, zjedliśmy dobrą kolację i mogliśmy odespać wrażenia i trudy minionego dnia.

Statki zacumowane są jeden obok drugiego. Jeżeli nasz state znajduje się przykładowo jako czwarty, trzeba przejść przez stojące bliżej brzegu pozostałe trzy :)










Kolejnego dnia, po również dobrym, bardzo urozmaiconym śniadaniu wybraliśmy wycieczkę fakultatywną, gdzie pierwszym punktem programu było zwiedzanie Medinat Habu. 






A tak wyglądała nasza dzienna rozpiska w gablotce na statku. Obok informacja dla grupy z Dalekiego Wschodu :) 



Medinat Habu to zespół złożony ze świątyni Totmesa III i świątyni grobowej oraz pałacu Ramzesa III (XII wiek p.n.e.). Do najpiękniejszych należy tutaj Brama Południowa.































A tu Ahmed pokazał nam starożytną ubikację. Zaprojektowana świetnie :)



W tym miejscu należy przypomnieć jeszcze kilka faktów z historii Egiptu. Za panowania ostatnich Ramzesów nastąpił rozpad wyczerpanego długimi wojnami państwa. W tzw. Okresie Późnym, nastąpił regres sztuki monumentalnej. Sztuka egipska zaczęła w znacznym stopniu ulegać wpływom obcym. W powstałych po tym czasie budowlach można zauważyć cechy zaczerpnięte ze sztuki asyryjskiej, perskiej i greckiej, a w końcu rzymskiej.
Ostatni okres w dziejach sztuki starożytnego Egiptu to zaznaczenie się wpływów chrześcijaństwa, na tyle silnych, że niektóre egipskie świątynie przebudowano na kościoły, a w jakiś czas potem, gdy po upadku cesarstwa rzymskiego  i w wyniku arabskiego podboju Egipt znalazł się w granicach świata islamu (642 rok n.e.), na meczety. Od tej też chwili wspaniałe ongiś budowle jęły popadać w ruinę lub, rozebrane dla pozyskania budulca, znikać. Pustynne piaski też zrobiły swoje.
W zwiedzanym właśnie  Medinat Habu w Okresie Późnym powstała miejscowość Dżeme, będąca w pierwszych stuleciach naszej ery ważnym koptyjskim centrum religijnym. 
Następnie pojechaliśmy do Dajr el Medina, wioski robotników budujących grobowce w Dolinach Królów i Królowych.
Grobowce te nie mogłyby przecież istnieć, gdyby nie wysiłek robotników pracujących przy ich budowie. Wioska Dajr el Medina liczyła około 70 domów robotników. Domy były budowane z suszonej cegły na kamiennych fundamentach. Każdy robotnik za swoją pracę dostawał wypłatę. Mieli zapewnioną żywność, kosmetyki, narzędzia. Robotnicy mieli również przywilej tworzenia własnych grobowców na stokach wzgórz otaczających kotlinę, w której mieszkali. Nad wejściem do grobowca budowali nieduże piramidy. Wewnątrz grobowce nie były już tak bogato zdobione i dekorowane jak faraonów, a malowidła ścienne przedstawiały uroczystości pogrzebowe faraonów bądź sceny zauważone w życiu. W niektórych grobowcach malowidła zachowały się nad wyraz dobrze. Ahmed twierdzi, że absolutnie nikt ich nie podkolorował.


















Sporo tam biegało kotów, a ten przysiadł się do mnie. Co ciekawe, jest całkowicie taki sam, jak nasza kotka Sara, która nie żyje już od kilku lat. Kolejne życie Sary?



Po opuszczeniu wioski robotników przesiedliśmy się na motorówkę, która zawiozła nas na bananową wyspę. O tej porze roku, gdy poziom Nilu nie jest wysoki, jest to wprawdzie półwysep, ale bardzo malowniczy. Z bliska zobaczyć można rozległą plantację bananów, dojrzewające banany, ich kwiatostany i malutkie zalążki owoców. Egipskie banany są mniejsze niż te, które kupujemy w polskich sklepach, ale znacznie słodsze i bardziej aromatyczne. Odwiedzamy także egipską wioskę, a nawet zaproszeni jesteśmy do jednego z domostw. Na koniec czekał nas owocowy poczęstunek złożony z bananów, pomarańcz i świeżych daktyli.





































Wracamy na statek, który powoli szykuje się do wypłynięcia z Luksoru w górę Nilu. W pokoju czekała nas niespodzianka zgotowana przez ekipę sprzątającą.









Należy tutaj nadmienić, że obsługa statku złożona była wyłącznie z mężczyzn. Codziennie dekorowali nam kajutę takim ręcznikowym „origami”. Ja z kolei na pożegnanie ułożyłam dla nich na łóżku serduszko z czekoladek Wawela. Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia…

Podczas rejsu najlepiej korzystać z ciepłych słonecznych promieni, orzeźwiającego powiewu wiatru i możliwości obserwowania różnorodnej roślinności na brzegach Nilu. Pozdrawiały nas mijane statki, a na koniec zachwyt budził zachód słońca.





















Niestety w Egipcie sporo jest jeszcze do zrobienia w zakresie ochrony środowiska. Jest wielki problem z utylizacją śmieci, które walają się niemal wszędzie. Jedynie zamknięte ośrodki wypoczynkowe są czyste. A taki widok nad Nilem po prostu przeraża! Już nawet na moim Górnym Śląsku taka „zadyma” należy do rzadkości.



Nocą dopłynęliśmy do Edfu. To położone na zachodnim brzegu Nilu miasto liczy obecnie sześćdziesiąt tysięcy osób. W starożytnym Egipcie było ośrodkiem kultu Horusa. Możliwa obecnie do zwiedzenia świątynia nie należy do bardzo starych, gdyż jej najpóźniejsza wersja ukończona została zaledwie 60 lat p.n.e. Jej budowę rozpoczął w III wieku p.n.e. Ptolemeusz III. Na zdobieniach odcisnęły się więc mocno wpływy rzymskie.  





















Aby uzmysłowić sobie jak głęboko starożytne obiekty były przysypane pustynnym piaskiem, pozostawiono część nowszych zabudowań.



Dotrzeć do kompleksu świątynnego można tylko dorożkami. Miejscowi woźnice absolutnie nie godzą się, aby autokary dowoziły turystów. Ich zarobki są więc nieporównywalnie duże, a i tak żerują dodatkowo na turystach wyłudzając datki na rzekomo głodne konie. Konie faktycznie mają zabiedzone, ale tak bardziej na pokaz, dla wzbudzenia litości.













Dorożką wracamy na statek, na obiad i płyniemy dalej, w kierunku Asuanu.





























 
Zanim jednak dotarliśmy do Asuanu, późnym popołudniem zacumowaliśmy jeszcze w miejscowości Kom Ombo, miejscowości leżącej na szlaku prowadzącym z Nubii do Doliny Nilu. 








Krótki spacer dzieli nas od nabrzeża do pozostałości świątyni pamiętającej czasy Totmesa III, następcy Królowej Hatszepsut. Świątynia poświęcona jest dwóm triadom, które tworzyli: Sobek, Hathor i Chonsu oraz Haroeris (Horus starszy), Taneset-nofret i Panebtaui. Cechą charakterystyczną świątyni jest wybudowanie dwóch głównych pomieszczeń obok siebie i szeregu drzwi dla każdej triady bóstw osobno. W kaplicy Hathor przechowywane są mumie krokodyli. 

























Jak już wspominałam Egipcjanie, kiedy mieli problem, ustanawiali w tej sprawie nowe bóstwo. Tak właśnie pojawił się kult Sobka – Boga Krokodyla. Sobek to opiekun jezior, wody, symbol siły królewskiej. Najczęściej przedstawiany był jako człowiek z głową krokodyla, czasem jako krokodyl. Był synem bogini Neit należącej do Wielkiej Enneady. Egipcjanie wierzyli, że im więcej jest w Nilu krokodyli, tym lepsze będą zbiory po wylewie tej rzeki. Aczkolwiek nadmiar krokodyli stanowił dla mieszkańców wielkie niebezpieczeństwo, przed którym miał chronić Sobek właśnie.




Kolejna noc na statku, podczas której dotarliśmy do Asuanu, była znowu dość krótka. O czwartej rano wyposażeni w suchy prowiant i zabrane z kajut poduszki zapakowaliśmy się w autokar, aby drogą wiodącą przez pustynię dotrzeć do Abu Simbel, najbardziej na południu położonych starożytnych świątyń. Świątynie znane jako Wielka Świątynia Ramzesa II i Mniejsza Świątynia Nefertari, wzniesiono w okresie panowania Ramzesa II. 
 











Jak mówią podania, faraon pragnął na wieki upamiętnić czasy rządów swoich i królowej Nefertari oraz zaznaczyć, jak daleko na południe sięgało jego państwo. Uważa się, że prace związane z budową wielkiej świątyni zaczęły się w połowie 1200 roku p.n.e. i trwały ok. 20 lat. Budowa mniejszej świątyni została rozpoczęta nieco później.
Wejścia do większej świątyni bronią cztery olbrzymie posągi przedstawiające Ramzesa II, na których można wyraźnie dostrzec, że nosi on podwójną koronę Górnego i Dolnego Egiptu. Są to postacie o wysokości 20 m. Niestety jeden z nich jest mocno zniszczony (stracił głowę w wyniku jednego z trzęsień ziemi, które nawiedzały Egipt parokrotnie w starożytności). Świątynia w Abu Simbel zawiera piękne dekoracje ścienne przedstawiające króla jako wojownika. W sanktuarium faraon nakazał uwiecznić się pomiędzy posągami bogów, którym świątynia jest poświęcona. Świątynia została tak zaprojektowana, że dzięki odpowiedniej lokalizacji na wschodnio-zachodnim zboczu słońce wpadające wczesnym rankiem wspaniale oświetla posągi. Szczególnie było to widać w dwa dni w roku: 21 lutego i 21 października. Słońce wpadające do świątyni oświetlało ogromnym blaskiem sanktuarium z wyrzeźbionymi czterema posągami: Amona Re, Ramzesa II, Re – Horachte i Ptaha. Po upadku imperium faraonów świątynia zniknęła pod piaskami pustyni. Dopiero po 2000 lat Giovanni Battista Belzoniea odnalazł je.

Wielka Świątynia Ramzesa II 

























Mniejsza Świątynia Nefertari





 
W latach sześćdziesiątych położone nad samym Nilem świątynie zostały zagrożone zniszczeniem z powodu projektu budowy nowej tamy w Asuanie (budowę pierwszej tamy ukończono w 1902 roku). Na początku budowę tamy miały wspierać finansowo Stany Zjednoczone, jednak po uznaniu przez Egipt Chińskiej Republiki Ludowej wycofały się z projektu. Z pomocą przyszedł Związek Radziecki. Według prognoz, zbiornik zaporowy powstały w wyniku budowy tamy, objąłby swym zasięgiem wiele zabytków starożytnego Egiptu, w tym Abu Simbel. Noszący dzisiaj nazwę Jezioro Nasera zbiornik ma długość 500 kilometrów. 






Na świecie wybuchły protesty. Dzięki pomocy międzynarodowej UNESCO zdołało zgromadzić olbrzymie fundusze zdolne umożliwić przeniesienie świątyń Ramzesa. Warto nadmienić, że kwotę 400 000 dolarów przekazała Polska,  plasując się na szóstym miejscu w rankingu darczyńców. Taką informację przekazał nam nasz przewodnik Ahmed. Miało to pewnie w tych czasach znaczenie propagandowe, lecz dziś miło to słyszeć.
Już w 1960 rozpoczęła się operacja ratowania Abu Simbel. Od 1964 do 1968 roku świątynie zostały dosłownie podzielone na kawałki i przeniesione 65 metrów wyżej, tuż nad poziom tafli wody. W projekcie uczestniczyły również zespoły geologów i inżynierów, ponieważ trzeba było odtworzyć wzgórza, w których mieściły się świątynie. Projekt zakończył się sukcesem, przeniesione budowle niemal w stu procentach odpowiadały pierwotnej wersji. Może o tym świadczyć fakt, że słynny promień słońca nadal wpada do świątyni – zmieniły się tylko daty – teraz jest to 22 lutego i 22 października. Koszt operacji wyniósł w przybliżeniu 36 milionów dolarów.

Droga powrotna do Asuanu obfitowała w jeszcze inne wrażenia. Mniej więcej w okolicy Zwrotnika Raka mogliśmy podziwiać najprawdziwsze zjawisko fatamorgany na pustynnym horyzoncie i na szosie.










Po obiedzie pojechaliśmy oczywiście zobaczyć z bliska tamę asuańską oraz znajdującą się tam elektrownię. Zaspokaja ona 90% zapotrzebowania Egiptu na energię elektryczną.









Następnie przesiedliśmy się na motorówkę, która zawiozła nas na wyspę Aklikija, na którą przeniesiono zespół świątynny poświęcony Izydzie z wyspy File. 









  
Nie obyło się bez oferty handlowej na motorówce :)






Przeniesienie świątyni było to również ogromnym przedsięwzięciem naukowców i archeologów aby uratować zabytki z wyspy. Budowa pierwszej Tamy Asuańskiej w 1902 r. spowodowała częściowe zalewanie świątyni przez 8 miesięcy w roku. Trzecie podwyższenie zapory w 1932 r. doprowadziło do prawie całkowitego zalania powierzchni wyspy. Odwiedzający to miejsce mogli pływać łodziami wokół częściowo wystających z wody zabytków. 40 lat później, gdy wybudowano Wielką Tamę, File groziło całkowite zatopienie. Zabytki z wyspy uratowano z inicjatywy międzynarodowych organizacji. Świątynie również zostały rozebrane na 47000 bloków skalnych, które  oczyszczono z mułu i osadu i przetransportowano na wyspę Aglikija, na której przygotowano teren pod ustawienie zabytków.
Budowę świątyni Izydy rozpoczął Ptolemeusz II (285-246 r. p.n.e.). Świątynia powstawała w ciągu 800 lat, w czasach ptolemejskich i rzymskich. Świątynia łączy więc elementy architektury starożytnego Egiptu z architekturą grecko-rzymską.










Świątynia przez pewien okres służyła także wyznawcom kościoła koptyjskiego. Świadczą o tym wykute w wielu miejscach krzyże koptyjskie.


  
A tu był ołtarz




Przed nami ostatnia noc na statku. Rano trzeba opuścić nasze wygodny kajuty i przygotować do zapowiadającego się męcząco powrotu do Hurghady. Czeka nas 550 kilometrów drogi przez pustynie i egipskie wioski.
Ale zanim wsiedliśmy do autokaru popłynęliśmy typową nilową feluką do Ogrodów Kitchener’a - botanicznej wyspy, gromadzącej najbujniejsze i najbarwniejsze przykłady flory północnej Afryki. 
















 Jedna z motorówek utknęła na mieliźnie...






Ogrody zostały założone przez lorda Kitchenera w 1899 roku.



















Późnym wieczorem dotarliśmy do Hurghady na kolację, odwiedzając po drodze tradycyjną wytwórnię papirusu. A to jeszcze Asuan:
































I trochę ujęć z drogi do Hurghady:

















W Hurghadzie do południa można było skorzystać jeszcze z plażowania nad Morzem Czerwonym, 










a potem już transfer na lotnisko i powrót do skutej mrozem Polski…

















2 komentarze:

  1. Długo słońce świeciło?
    Czy po 16.00 był już zachód?
    Z żoną byliśmy na rejsie po Nilu (chyba najlepsza wycieczka jaką pamiętam :)), ale byliśmy w październiku :)
    W Asuanie bylo wtedy 48 st. C w cieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachód słońca pod koniec stycznia zaczynał się tak jakoś po 17:00. Trochę nam przeszkadzały wiatry, ale ogólnie pogoda bardzo nam odpowiadała. Dobra do zwiedzania, dobra do wylegiwania się na słońcu. Jedynie kąpiel w basenie czy morzu - tylko dla odważnych :)

    OdpowiedzUsuń