czwartek, 23 lipca 2026

Z Lindau do Lichtensteinu, lipiec 2024

To nie jest tak, że nagle wymyśliliśmy sobie, że pojedziemy na parę dni nad Jezioro Bodeńskie. Naszym głównym celem było jedno z najmniejszych państw w Europie i na świecie, czyli księstwo Lichtenstein. 

Utknąć np. w Vaduz, stolicy Lichtensteinu na cały pobyt nie byłoby zbyt ciekawie, a przede wszystkim zbyt kosztownie. Tam jak w Szwajcarii, niestety drogo. Z pięknego niemieckiego Lindau jest bardzo wygodne połączenie pociągiem i busem przez Austrię i kawałeczek Szwajcarii, więc można być w ciągu godziny w czterech państwach. Polecamy!

Na początek chcę zareklamować nasz hotel w Lindau. 





"Gasthof Stift" leży w samym centrum wyspy Lindau. Jest może trochę staroświecki, ale to jest właśnie jego klimat. Kiedy przyjrzymy się cenom pokoi na wyspie, to nasz hotel proponuje takie jedne z niższych, spokojnie na przeciętną kieszeń. Polecam rezerwację przez Booking, bezpośrednio jest drożej. 




W cenie jest zupełnie przyzwoite śniadanie w formie bufetu. 



Oczywiście po zakwaterowaniu trzeba ruszyć na zwiedzanie najbliższej okolicy.

Kościół Najświętszej Maryi Panny

 


 




 


Powyżej kościół św. Stefana

Starówka Lindau 





 

Stary Ratusz



 




Kolejny dzień to wyprawa do Vaduz, stolicy Lichtensteinu.

Zaczynamy od podróży pociągiem do Austrii.

 




Potem autobus 


Lichtenstein położony jest między Austrią i Szwajcarią i kiedy wjeżdża się od północy i widzi  ciągnące się zielone pola i pastwiska, ma się wrażenie, że to kraj zdecydowanie rolniczy. A tu okazuje się, że największe zatrudnienie to usługi i przemysł, a rolnictwem zajmuje się  zaledwie 0,7% pracujących. Jak to często bywa, takie małe państewko jest tzw. rajem podatkowym i stąd pewnie taka statystyka. Stolicę Vaduz piechotą można przemierzyć wzdłuż i wszerz nie jeden, a kilka razy w ciągu dnia. 

 








Ciekawa oferta handlowa





Trochę więcej wysiłku trzeba włożyć w podejście pod zamek, gdzie mieszka obecnie panujący książę Jan Adam II. 

 


Pieszy szlak na skałę, gdzie na wysokości 570 m został wybudowany zamek to zilustrowana tablicami informacyjnymi ścieżka dydaktyczna.

 



Najstarsza część zamku pochodzi z XII wieku. Oczywiście zamek nie jest dostępny dla nie zaproszonych gości, ale widoki są nieograniczone. 

 





Świetnie prezentuje się całe miasto aż po stadion piłkarski, za którym widać górny Ren.

 


Tam oczywiście też byliśmy, a jakże. 

 




Ścisłe centrum stolicy to obiekty zabytkowe, takie jak Parlament


Ratusz, 

katedra Świętego Floryna, 





oraz szereg domów o interesującej architekturze.





Wokół starej części Vaduz coraz szerzej rozpościera się zabudowa nowoczesna, lecz pasująca stylem do tej zabytkowej. 

 




W wielu miejscach trawniki zastąpione są łąkami kwietnymi. 

Zaś restauracje i kawiarnie prześcigają się w lansowaniu żywienia ekologicznego. Przykładowo lokal gdzie trafiliśmy na kawę i ciacho podaje do kawy wyłącznie mleko owsiane. 

Podyktowane jest to obroną krów i cieląt.

Późnym popołudniem wróciliśmy do Lindau, zasadniczo uciekając przed deszczem.

Na szczęście kolejnego dnia już nie padało i zaplanowane  rejsowanie po Jeziorze Bodeńskim udało się znakomicie. Wprawdzie myślałam o jakimś rekreacyjnym kursie stateczkiem wzdłuż wybrzeży, ale ostatecznie połączyliśmy dwa w jednym i zrobiliśmy prawie trzygodzinną przerwę na małe zwiedzanie zabytkowej Konstancji. Polecam więc wykupienie tzw. Tageskarte, dzięki której mogliśmy pływać w dowolnej konfiguracji.


 

 Tak więc w podróży do Konstancji mieliśmy przesiadkę w Meersburgu. W sumie na statku spędziliśmy ok. 4,5 godziny. Widoki z pokładu 

 






oraz dedykacja na spodeczku do kawy nie pozwalały się nudzić. A dedykacja brzmiała tak: Das leben ist schnel genug. 


Konstancja zrobiła na nas ogromne wrażenie. Na pewno było to bardzo pobieżne zwiedzanie, ale i tak można było zachwycać się fantastyczną zabudową, której początki sięgają przecież Średniowiecza. 


 







Miasto leży po szwajcarskiej stronie Jeziora Bodeńskiego, ale jest miastem niemieckim. W tym miejscu bierze swój początek Ren wypływający z jeziora. 

Sięgając do historii miasta wspomina się przede wszystkim słynny sobór, który miał miejsce w latach 1414-1418 i zakończył tzw. schizmę zachodnią. Wtedy też wybrano papieża Marcina V. Ten jedyny raz konklawe odbyło się na północ od Alp. Do dziś tłumnie odwiedzanym miejscem jest związana z tymi wydarzeniami średniowieczna Katedra Najświętszej Maryi Panny. 








W tym też czasie sądzono tutaj czeskiego reformatora Jana Husa, którego następnie właśnie w Konstancji spalono na stosie. Warto zejść do krypty, gdzie znajduje się kaplica św. Konrada, biskupa Konstancji żyjącego w X wieku.




 Konrad nie wikłał się w sprawy polityczne, za to zrobił wiele dobrego dla Kościoła katolickiego oraz dla zwykłych ludzi. M.in. założył szpital w graniczącym obecnie z Konstancją szwajcarskim Kreuzlingen. Nazwa miasta wzięła się od szczątków krzyża, które przywiózł z Jerozolimy. Szczątki świętego złożone były w katedrze NMP, jednak zniszczone zostały podczas wojen husyckich. A skoro mowa o Kreuzlingen, to znaleźliśmy trochę czasu, aby chociaż przekroczyć jego granicę. 

 


Pogoda tego dnia nad Bodensee była raczej zmienna, z przewagą dość dobrej, ale turystów nie brakowało. Cieszy bardzo, że tak wiele osób wypoczywa aktywnie, przemieszczając się głównie na rowerach. I kolejna sprawa to aktywność osób niepełnosprawnych i to w każdym wieku. Fakt, że mają do dyspozycji sprzęt, którego u nas w Polsce nawet nie widziałam. To ogromne ułatwienie dla nich samych i ich opiekunów. Może i my doczekamy takich rozwiązań. A przede wszystkim, żeby było nas na nie stać.

Czas na odpoczynek też był 

W drodze powrotnej do przystani w Lindau na przesiadkę mieliśmy trochę więcej czasu, co pozwoliło na krótki spacer po Starówce Meersburga, tego również zabytkowego miasta.

 






Nasz Sindbad ruszał z Lindau w godzinach popołudniowych, więc kolejnego dnia mieliśmy jeszcze czas na spacer po Starówce i nabrzeżu. 











Akurat było więcej słońca niż w poprzednich dniach, więc i ładniejsze zdjęcia można było zrobić. Mój małżonek wdrapał się w tym celu nawet na latarnię morską w porcie. 



 




Serdecznie polecam Lindau na odpoczynek i na bazę wypadową do zwiedzania okolicy. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz